Rynek polski najważniejszy

Krzysztof Rykowski

Krzysztof Rykowski prezes firmy Imos Polska

Rynek polski jest dla nas najważniejszy - wywiad

Z Krzysztofem Rykowski, prezesem firmy Imos Polska, rozmawia Marek Hryniewicki.

 
Czy Pańskim zdaniem polska branża meblarska jest otwarta na nowe technologie i rozwiązania?
  Branża meblarska była zawsze otwarta na nowe technologie, ale problemem było i jest wdrożenie tych nowych technologii. Technologie istnieją od lat, ale – po pierwsze – są źle sprzedawane, a – po drugie – nie ma ich z kim wdrażać.
  ?
  Mieliśmy na stoisku (wywiad odbył podczas ostatnich targów „Drema” w Poznaniu) gości z jednej z poznańskich wyższych uczelni. Długo rozmawialiśmy, a konkluzje tej naszej rozmowy były dość smutne: technika drzewne się załamują – nie ma do nich praktycznie naboru; w szkołach wyższych na wydziałach technologii drewna jest coraz mniej studentów. Z kim zatem mamy wdrażać nowe technologie? Właściciel firmy nie musi się na nich znać, on jest menedżerem – oczekuje, że przyjdzie konkretny człowiek, powie, co i jak zostanie zrobione, jak to będzie działało, dobierze maszyny, dobierze odpowiedni system i ludzi do obsługi tego wszystkiego. Ale skąd ma wziąć tych ludzi? To jest problem, technologie istnieją od dawien dawna. Ja w branży sofwarowej pracuję kilkanaście lat i zawsze ten problem istniał, ale tak źle, jak teraz – nie było nigdy.  
Aż trudno uwierzyć, by działające w Polsce technika drzewna i uczelnie wyższe kształcące technologów drewna nie były w stanie przygotować odpowiedniej liczbowo kadry...
  Być może i są, ale ilu z tych absolwentów – mówiąc kolokwialnie: co lepszych – wyjechało do pracy zagranicę? Jeśli o to nie zadbamy, to wyjadą kolejni.  
A co na to same firmy – mam na myśli zakłady produkujące meble? Przecież to problem, który nie tylko ich dotyka, ale – w jakiejś perspektywie – jest kwestią ich konkurencyjności i po prostu egzystencji...
  Na szczęście coraz więcej ludzi zajmujących kierownicze stanowiska zaczyna rozumieć, że technolog w firmie jest jedną z ważniejszych osób, że żaden – nawet najlepszy – system go nie zastąpi. Bo system to tylko narzędzie ułatwiające przepływ danych. Ja często porównuję system Imosa do młotka: jedna osoba będzie próbowała tym młotkiem wbić gwóźdź, uderzy się w palce, pokaleczy. A inna – nie weźmie gwoździa, ale dłuto, po czym przy pomocy tego młotka i dłuta wyrzeźbi coś wspaniałego. Tak samo jest z systemem: w jednego będzie funkcjonował wspaniale, a u kogoś, kto nie ma pojęcia o tym, co robi i oczekuje, że to system zrobi za niego system niebędzie pomagał, ale wręcz przeszkadzał.  
A czy Państwo oferujecie szkolenia, by nie zdarzały się sytuacje, o których Pan przed chwilą wspomniał?
  Tak. Nawet za darmo. Tylko, że trzeba chcieć, trzeba przyjechać, spotkać się... Z niewolnika nie ma pracownika – ja nikogo nie chcę zmuszać, mogę pokazać, zachęcić, ale decyzja zawsze należy do klienta.  
Wrócę na chwilę do Pańskiego stwierdzenia, że najlepsi absolwenci – czy to techników drzewnych, czy to wyższych uczelni – wyjeżdżają zagranicę. Przy zarobkach, które są w Polsce – a odbiegają one przecież od płac w Europie Zachodniej – zjawiska wyjazdów nie da się wyeliminować. Jeżeli – przykładowo – znam biegle język niemiecki, mam fachową wiedzę i mogę znaleźć pracę w Niemczech w firmie, której działalność odpowiada mojej specjalizacji, a przy okazji zarobię dużo więcej niż w Polsce, to łatwiej podjąć decyzję o wyjeździe.
  Cały czas zmniejszamy różnicę w płacach między Polską a innymi krajami Zachodniej Europy, ale pewnie – by ją całkowicie zatrzeć – potrzebujemy jeszcze minimum kilkunastu lat. Nasza technologia sprzedawana jest na całym świecie i wszędzie jest to ta sama technologia. Indie, Chiny, Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Brazylia, cała Europa – wszędzie jest to ten sam system, to samo know-how tworzenia mebli w jednym systemie. Mając tę technologię, znając ten system mogę pojechać praktycznie wszędzie tam, gdzie produkowane są meble. Notabene – mieliśmy na stoisko Polaków, którzy wyjechali kilka lat temu do Anglii, tam pracują w branży meblarskiej, przyjechali do Poznania na targi i są zainteresowani współpracą z Imosem. Można się w Polsce wykształcić i znając język wyjechać do pracy zagranicę. Nie mamy na to wpływu – swoboda przepływu osób w ramach Unii Europejskiej umożliwia zamieszkiwanie czy podejmowanie pracy w różnych krajach. Jednak rodzina, z czasem też wyższe zarobki – pewnie wielu z tych potencjalnych emigrantów skłonią do pozostania w kraju.  
Z drugiej strony wyższe zarobki pracowników zmniejszają konkurencyjność polskiej branży meblarskiej na świecie, bo podnoszą koszty produkcji.
  I tak, i nie. Dla mnie jest kuriozum jest choćby to, że przyjeżdżają niemieckie meble do Polski i one są tańsze niż nasze.  
Dlaczego tak się dzieje?
  To proste: oni inwestują w ten know-how, automatykę, podejmują cały szereg działań, by zoptymalizować proces produkcyjny, by było lepiej, szybciej, wydajniej, taniej. Po to są te wszystkie maszyny. W firmie nie trzeba wielu technologów, ale powinni to być najwyższej klasy fachowcy. Ale koszt zatrudnienia technologa zwraca się, gdy firma wprowadza nowe technologie i – bo to jest właśnie największa bolączka wielu naszych firm z branży meblarskiej – właściwie je wykorzystuje. My mamy technologie, z których korzystają firmy na całym świecie. Ale sposób korzystania z nich niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia.  
A może – wracając do Pańskiej tezy o zapaści w szkolnictwie na poziomie techników drzewnych – właśnie w nowoczesnych technologiach tkwi problem? Może po prostu branża nie potrzebuje tylu absolwentów techników drzewnych czy technologów drewna? Może przy tak dużej automatyzacji produkcji popyt na pracowników – nawet wykwalifikowanych – jednak spada?
  Nie, nie do końca. Trzeba odróżnić technologa, który nadzoruje produkcję od człowieka na produkcji. O ile – faktycznie – automatyzacja spowodowała, że do prac, które jeszcze kilkanaście lat temu wykonywało 10 osób dziś potrzebujemy połowę, o tyle popyt na wykwalifikowanych technologów nie spada, a wręcz przeciwnie. Właśnie postępująca automatyzacja czy wdrażanie różnych systemów informatycznych powodują, że producenci potrzebują więcej technologów. Nawet jeśli doprowadzimy automatyzację do takiego poziomu, że na produkcji praktycznie obędziemy się bez ludzi, to – proszę mi wierzyć – zapotrzebowanie na technologów, ludzi, którzy mają odpowiednie know-how będzie. I będzie rosło – właśnie w związku z tym, że trzeba będzie – nieładnie mówiąc – z każdej strony obsłużyć to wszystko. Nie ma ludzi, którzy „rozumieją” meble. Nie chodzi mi tu oczywiście o projektowanie mebla. Natomiast technolog, gdy widzi mebel, to od razu pozna, z czego jest wykonany, jakie są tam akcesoria, czym ten mebel jest wykończony. Ale prawdziwych technologów jest bardzo, bardzo mało. W Polsce mamy dwie uczenie kształcące technologów drewna i to – powiem delikatnie – dość skostniałe. Poza tym obniża się poziom wiedzy studentów, a rośnie ich poziom oczekiwań wobec – już po skończeniu studiów – potencjalnego pracodawcy. A powinno być odwrotnie: najpierw pokaż człowieku co potrafisz, a później możesz przedstawić swoje oczekiwania finansowe. Podobnie jest ze szkolnictwem na szczeblu średnim. Znajomy nauczyciel z technikum powiedział mi, że obecny poziom w technikach jest taki, jak kiedyś w zawodówkach. Mam na myśli przedmioty zawodowe, że po szkole zawodowej wychodził stolarz, który brał do ręki deskę i potrafił rozpoznać drewno. Ubolewam nad tym, bo sam jestem stolarzem i chętnie przekazałbym wiedzę studentom. Zresztą u nas w firmie wszyscy jesteśmy technologami drewna...  
Nie informatykami czy ludźmi od IT?
  Nie, jesteśmy technologami drewna, znamy te produkty. Imos jest tylko narzędziem pozwalającym na wdrożenie pewnego know-how dla ułatwienia tej produkcji. Ale nie ma z kim wdrażać tego know-how.  
Szkolnictwo zawodowe w swoje ręce wziął przemysł. Większe fabryki inwestują we własne szkoły przyzakładowe...
  Jest tylko jedno ale. Problem polega na tym, że firmy mogą kształcić ludzi i to robią, inwestują w kształcenie tych młodych ludzi, a oni po skończeniu nauki zażądają nie wiadomo ile pieniędzy. I jak tyle dostaną, to zostają, a jak nie – to idą gdzie indziej. To jest powszechne zjawisko. Koszty nauczenia i wdrożenia takiego człowieka są ogromne. Niektórzy zatem wolą podkupić – zamiast inwestować w naukę i rozwój – przebijają ofertę konkurencji.  
Jak ważny dla firmy Imos jest rynek polski?
  Polski? W Europie? Najważniejszy!  
Nie niemiecki, nie włoski?
  Nie. Włochy, Niemcy czy inne kraje Europy Zachodniej to rynki – może nie nasycone, bo zawsze można będzie także i tam wdrożyć nowe technologie – o zdecydowanie wyższym poziomie zaawansowania technologicznego niż Polska. W Polsce w branży meblarskiej brakuje jeszcze tych technologii, dopiero budzi się świadomość, że inwestycje w najnowsze technologie są niezbędne. Często firma kupuje maszynę CNC sterowaną numerycznie, ale zapomina, że ona potrzebuje danych w formie numerycznej. Dlatego dla naszej firmy rynek polski jest najważniejszy w Europie. Oczywiście w świecie jest wiele bardzo rozwojowych i perspektywicznych rynków: Brazylia, Chiny, Indie, ale tam jest zupełnie inna skala.  
Czy fakt, że polski rynek jest dla firmy Imos najważniejszy w Europie przekłada się też na sprzedaż Państwa technologii?
  Tak. W Polsce działamy już 8 lat i powiem może nieskromnie: pomimo trudności jest coraz lepiej. Jest to bardzo obiecujący rynek, liczymy na coraz większą sprzedaż i jestem pewien, że pod tym względem dogonimy Niemców, a nawet ich przegonimy.  
Dziękuję za rozmowę.
 

Komentowanie jest wyłączone